czwartek, 2 stycznia 2014

Możesz ustąpić

Mój synek miał wtedy trochę ponad dwa lata. Tego dnia był chyba już zmęczony, może trochę głodny, może wyrzynały mu się piątki, w każdym razie nie było lekko. I nagle zobaczył coś na szafie, na najwyższej półce. Nie pamiętam już, co to było - jakiś przedmiot, który położyliśmy wysoko, żeby go nie ruszał, nic niebezpiecznego, ale chcieliśmy ograniczyć do tego dostęp. Może coś ładnego, ale niezbyt trwałego, może coś ważnego dla nas,  może coś robiącego hałas - nie pamiętam. W każdym razie zobaczył. I zaczęło się.

- Mama daj!
- Nie.
- Mama daaaaj!
- Nie, nie dam. To nie dla ciebie.
- Mama daj mama daj mama daj mama daj mama daaaaaaj!

Dawno nie widzieliśmy takiej sceny. Leżał, wrzeszczał, wył, łzy leciały z oczu, a smarki z nosa. Próbowałam go przytulać, tłumaczyć - gdzie tam, odpychał moje ręce, wyrywał się, wrzeszczał jeszcze głośniej. Nic nie słyszał. Przyniosłam butelkę z piciem, to go czasem uspokajało - pofrunęła na drugi koniec pokoju. Puściłam bajkę w komputerze - rąbał w klawiaturę i darł się, żeby wyłączyć.  

- Mama daj mama daj mama daaaaaj!

To trwało i trwało. Wiedziałam, że nie można ustąpić. Bo jak ustąpimy... to koniec. Przegramy, a on wygra. I będzie tak zawsze. Nauczy się, że może krzyczeć i wtedy wszystko dostanie. Że za spazmy i histerię jest nagroda. I będzie nas terroryzował. Miałam to gdzieś wdrukowane pod czaszką, może z własnego dzieciństwa, może z książek, internetu, z dobrych rad... Że trzeba być konsekwentnym. Że jak się raz coś powiedziało, to nie można zmieniać zdania, bo to dziecku namiesza. Nie - to nie i już. 

- A może mu to dać po prostu? - zapytał mój mądry mąż.
- Nie, teraz już nie możemy. Ale jest uparty - powiedziałam. I wtedy jakiś głos w mojej głowie odezwał się - hej, kto tu właściwie jest uparty?

I wtedy spojrzałam na swoje dziecko... i zobaczyłam. Nie terrorystę, nie manipulatora, ale człowieka pogrążonego w rozpaczy. Człowieka, który bardzo, bardzo czegoś pragnie i to pragnienie jest tak silne, że nie jest w stanie panować nad emocjami. Człowieka, którego rozpacz i pragnienie są bardzo poważne, bardzo serio. Nikt nie marnuje energii na płacz i krzyki, jeśli jego cierpienie nie jest serio. Czy ta rzecz jest naprawdę dla nas aż tak cenna? Nie, to jakiś pierdół, nic ważnego, coś co leży i zbiera kurz. Naprawdę można mu to dać. Nie dajemy mu tylko dla zasady.

I daliśmy.

Pamiętam ogromną ulgę, jaką wtedy poczułam. Nie tylko dlatego, że skończyły się wrzaski i płacz. Przede wszystkim zrozumiałam, że nie muszę się upierać. Nie muszę walczyć z moim dzieckiem i zawsze wygrywać. Mogę zmienić zdanie, mogę ulec sile argumentów, nawet jeśli dwulatek nie umie tych argumentów jeszcze sformułować inaczej niż rozpaczliwe "mama daaaaj". Jakby w mojej głowie wyszło słońce. Nikt nie przegrał. Oboje wygraliśmy.



- - - - - - - - - -

Minął rok. Dla małego dziecka niezmierzona przepaść czasu.

Mój ponad trzyletni syn zobaczył za fotelem gitarę w futerale. Moją gitarę, mój cierń w sercu, bo nie pamiętam, kiedy ostatnio na niej grałam. W dzień nie ma czasu, a wieczorem dzieci śpią. Zobaczył.

- Chcę gitarę!
- Nie.
- Chcę gitarę! Mama, chcę gitarę! Mama, gitarę wyjąć!
- Nie, nie. Nie ma mowy. To moja gitara. Ma tam stać. Nie ruszaj jej.
- Mamo, proszę!

Wbiło mnie w fotel.
Możesz ustąpić - powiedział głos w mojej głowie.

- To moja gitara. Bardzo ją lubię. Jest delikatna. Boję się, że niechcący ją zepsujesz.
- Nie zepsuję.
- Będziesz uważał?
- Będę uważał.
- Będziesz bardzo ostrożny?
- Będę bardzo ostrożny!
- No dobra. 

Wyjęłam gitarę. Zagrałam kilka akordów. Rozstrojona jak diabli.
A potem przez chwilę graliśmy razem. Cicho i głośno. Te struny grają cienko jak komar. A te grubo jak bąk.
- A ta struna gra jak pszczoła. A ta jak osa. A ta jak mucha! - mój syn wkroczył w krainę dźwięków.
Potem poszłam smażyć placki, zerkając i słuchając, jak sobie brzdąka. Ostrożnie i delikatnie.
A potem zostawił gitarę i poszedł budować z klocków. A potem przyszedł tata z Tymusiem i schowaliśmy gitarę za fotel, bo Tymuś jest trochę za mały i na pewno nie byłby tak ostrożny i delikatny.
Może jutro znów ją wyjmiemy?
Wszyscy wygraliśmy.
A już na pewno wygrała odkurzona wreszcie gitara :-)

6 komentarzy:

  1. Zapoznaj się z genderem bo widzę, że wiedza niewielka: http://www.youtube.com/watch?v=5oGL7njQwrg

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie przeczytałam tego 20 lat temu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. fajne i prawdziwe. aże mi się przypomniało, z łezką w oku, jak moje wielkie już jeszcze małe były... :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo, my testowaliśmy gitarę (inna sprawa, że mało cenną i nikt nie umie na niej grać) jak mała była jeszcze na etapie raczkowania. Obydwie przeżyły.
    Czasami wydaje mi się, że bunt dwulatka jest trochę wymysłem dorosłych. Z perspektywy dziecka to są ogromne nowe możliwości odkrywania świata, które z niezrozumiałych przyczyn są zabronione. W kwestii zachowywania granic jestem zwolenniczką szerokiej strefy przygranicznej. A "bunt dwulatka" przerabiamy odkąd mała zaczęła uczyć się chodzić. Chyba już przywykliśmy, że wszystko na co spojrzy, należy do niej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny tekst, bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń