środa, 12 grudnia 2012

Zima...

Zima przyszła do Kosieczyna. Po horyzont - biała przestrzeń. Ale jeśli zamknie się oczy, można poczuć się jak w Ujściu Warty. Na kukurydzianym ściernisku żeruje codziennie kilkaset gęsi i śnieg zupełnie im nie przeszkadza. Wieczorem lecą nocować na jezioro kilka kilometrów dalej.


Sad cały zasypany, miejscami zaspy. To miejsce to nasz "kącik biocentyczny" - stare, rozpadające się ule, duża kupa chrustu, trochę dzikich śliwek, ulęgałka i wiąz, który pamiętam jako małe drzewko, a teraz góruje nad sadem.


Dom na zimę uzbrojony w groźne zęby sopli.


Na jabłoni w ogrodzie zostało jeszcze sporo złotych boikenów. Przylatują tu kwiczoły i jemiołuszki.

   

Czy są na świecie dzieci, które nie lubią śniegu? :-)


Bo na przykład koty już niekoniecznie. Kot sąsiada był wyraźnie zdegustowany.


 

Psy mają chyba podobnie jak dzieci, chociaż zdarzają się wyjątki. Wika wyraźnie lubi śnieg, chociaż  robią jej się z niego kulki na łapach. Biega i tarza się jak szczeniak, a ma już w końcu siedem lat. 

 

Nie wiem, czy koza lubi zimę. Jedno jest pewne: nie lubi być zamknięta. Kilka dni temu był spory mróz i postanowiliśmy jej nie wypuszczać. Dwie powyginane zasuwki, wyrwany haczyk i koza biegająca radośnie po śniegu pokazały nam, że priorytetem jest wolność. Zrobiła się fajnie futrzasta i cały czas kombinuje, jak włamać się do ziarna. 

  

Czas wracać do domu, napalić w kominku i wypić gorącą herbatę z sokiem malinowym...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza