piątek, 23 stycznia 2015

Styczniowy przekładaniec

Rok zaczął się od grypy, prawdziwej grypy, która dopadła całą naszą czwórkę dokładnie w momencie, kiedy ruszyliśmy z remontem.
Na szczęście pozbieraliśmy się już - a remont, który miał być szybki, ciągnie się w nieskończoność.

Oczywiście remont ma swoje zalety. Jedną z nich są materiały budowlane. Oczywiście, można budować z klocków. Ale po co? ;-)


Jeszcze trzy dni temu było tak:





A dziś rano obudziliśmy się i było już tak:


Udało nam się nawet ulepić bałwana - pierwszego w tym roku, może ostatniego? W każdym razie wyszedł całkiem okazały - choć przy dodatniej temperaturze również niezbyt trwały.


Śniegowy standard.


Niby nie ma zimy, ale już by się chciało wiosny. Niby śpiewają rudziki, a nawet można usłyszeć kosa o poranku - to jednak wciąż nie to. Chciałoby się ciepłego deszczu, zapachu ziemi, kwitnących drzew... i zieleniny z ogrodu na kanapce. Póki co - trzeba zadowolić się tym, co jest...


Byle do wiosny!

1 komentarz:

  1. U nas też tęsknota za wiosną więc kiełki także kiełkują :)

    OdpowiedzUsuń